
Prowokacyjny tytuł? Bynajmniej! Nie chodzi o to, żeby się przedwcześnie cieszyć, czy opowiadać brednie o „dobrych przywódcach”, którzy postanowili nie korzystać z tak drastycznych rozwiązań. Może oni są faktycznie „dobrzy przy wódce” 😉, ale należy pamiętać, że wojna zawsze była i nadal pozostanie jednym ze sposobów prowadzenia polityki międzynarodowej. Na to nic nie poradzimy. Mam za to znacznie lepszą wiadomość. Istnieją poważne poszlaki, graniczące z pewnością, że wszystkie opowieści o wybuchach bomb atomowych tu i tam (zwłaszcza tam!) można między bajki włożyć. Tak, tak, wiem, słyszałem, jestem szurem, płaskoziemcą, foliarzem i antyszczepionkowcem. To wszystko prawda, ale z pewnością z prawdą nie ma nic wspólnego ogólnie przyjęta jako fakt historyczny informacja, że na Hiroszimę i Nagasaki spadły bomby atomowe. Serio?!!!
Zamiast falsyfikacji mamy ciszę
Przejdźmy do sedna. To nie jest zupełnie nowa informacja. Istnieje cały szereg publikacji na ten temat. Czemu więc nie jest i nigdy nie był on obecny w głównym nurcie? Dobre pytanie, prawda? Reakcją większości ludzi indagowanych w jakiejś ulicznej sondzie byłoby pewnie wymowne pukanie się w głowę, albo wzruszenie ramionami. Niektórzy pomyśleliby, że to jakaś prowokacja, albo że są w ukrytej kamerze. Inni w ogóle baliby się wypowiadać z obawy, że już samo rozważanie w tak „niezbity sposób udowodnionych historycznych faktów”, może zostać uznane za jakiś negacjonizm, chociaż z holocaustem nie ma akurat nic wspólnego. Jeszcze inni, być może, chętnie weszliby w polemikę rozpoczynając od pytania, a co w takim razie z filmem „Oppenheimer”, który przecież nie tak dawno gościł na ekranach kin? Złośliwcy mogliby nawet spytać, czy jest gdzieś w pobliżu jakiś lekarz?
Prawda, jak zwykle, nie leży po środku, ale tam gdzie leży. Nie można więc znaleźć tutaj żadnego kompromisu, ponieważ albo taki atak nastąpił, albo…? Zatem przyjrzyjmy się faktom.
Tydzień temu zacząłem od przybliżenia Wam zjawiska nazywanego „myśleniem grupowym”, więc kto nie czytał, niech najpierw wróci do tamtego tekstu. Kiedy już uświadomimy sobie, że tak, czy inaczej, również daliśmy się wkręcić w podobne tryby, będzie łatwiej zrzucać z oczu łuski. Nie będę ukrywał, że temat nie jest łatwy.

Michael Palmer pisząc swoją książkę „Hiroszima Revisited” (Ponowne odwiedziny w Hiroszimie), wydaną w 2020 roku miał do dyspozycji imponującą liczbę źródeł. Wystarczy spojrzeć na bibliografię, która zawiera 319 pozycji. Tutaj nie ma mowy o żadnym przypadku. Nie jest tak, jak być może pomyślała część Czytelników, zakładając, że w sezonie ogórkowym ktoś zrobił jakąś „wrzutkę”, lansując mocno naciąganą teorię. Nic z tych rzeczy! Argumenty Palmera są mocne, oparte wprost na faktach. Właściwości izotopów promieniotwórczych zostały dobrze opisane i jest to wiedza ugruntowana. Wiadomo w jaki sposób się rozkładają, jak długo to trwa, czy też jak powinno wyglądać skażenie terenu zarówno w kwestii ilościowej, jakościowej oraz określonym przedziale czasu. Zatem jeżeli wiele faktów badacze pomijają, a inne stoją są ze sobą w oczywistej sprzeczności, należy zastanowić się, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z mistyfikacją. A co, jeżeli mamy z nią do czynienia nieprzypadkowo?
Zacznijmy od początku…
We wstępie do książki możemy przeczytać między innymi kilka takich zdań:
W tej opartej na wielu źródłach i niezwykle interesującej książce Palmer zgromadził dostępne dowody na to, że bomby zrzucane na Hiroszimę i Nagasaki w sierpniu 1945 roku, które zakończyły wojnę, nie były bombami atomowym. Co? Co mówisz? Twoja rodzina i przyjaciele, podobnie jak moi, mogą uznać ten pogląd za niewiarygodny. Jeśli tak, poproś ich, aby przeczytali książkę; jest dostępna za darmo online (patrz URL na stronie redakcyjnej). Przewiduję, że większość z tych, którzy skorzystają z twojej sugestii, zgodzi się, że konwencjonalna historia Projektu Manhattan może być pretendentem do miana Największego Oszustwa Wszech Czasów.
Dalej możemy przeczytać, że Palmer opierał się w dużej mierze na raportach tych, którzy zbadali miejsca zdarzeń, a które, między innymi, zamieścił w swojej książce „Obiekt śmierci: Mistyfikacja eksplozji broni nuklearnej” (Death Object: Exploding the Nuclear Weapons Hoax) Akio Nakatani. Udowadnia on, że zniszczenie Hiroszimy i Nagasaki było, pod każdym względem, wynikiem bombardowania zapalającego, podobnego do tego, które już zniszczyło większość największych miast Japonii. Palmer poszedł dalej, analizując wpływ bomby na ludzi. Stwierdza, że zgłoszone 'skutki promieniowania’, których można by oczekiwać od bomby atomowej, są w rzeczywistości skutkami działania iperytu siarkowego i napalmu. Oddajmy mu głos, cytując fragment wprowadzenia:
Jeśli w ogóle rozważasz przeczytanie tej książki, najprawdopodobniej już wiesz, że historia głównego nurtu nie zawsze jest zgodna z prawdą. Dlatego możemy pominąć tę część i przejść od razu do rzeczy. Ta książka bada naukowe dowody dotyczące ‘atomowych’ bombardowań Hiroszimy i Nagasaki. Moje dociekania na ten temat rozpoczęły się pewnego ranka, gdy w internecie natknąłem się na czyjeś twierdzenie, że bombardowania jądrowe były oszustwem. Nie pamiętam już, kto to powiedział ani gdzie. Pamiętam jednak, że próbując dowiedzieć się więcej, znalazłem szwedzkiego inżyniera i przedsiębiorcę Andersa Björkmana. Na swojej stronie internetowej Anders twierdzi, że bomby atomowe zasadniczo nie działają. Jako lekarz z wykształcenia, powstrzymam się od oceniania wartości tego dalekosiężnego twierdzenia. Niemniej jednak, Anders dzieli się również intrygującymi osobistymi doświadczeniami, które mają bezpośredni związek z historią japońskich ‘atomowych’ bombardowań i wczesnymi etapami rozwoju broni jądrowej. To właśnie praca Andersa jako pierwsza przekonała mnie, że przynajmniej historia bombardowań Hiroszimy i Nagasaki musi być fałszywa. Oczywiście, jeśli ktoś w to wierzy, powstaje pytanie: co jest nie tak z całą nauką, która otacza te dwa wydarzenia? Co z opadami, rakiem, chorobą popromienną? Nie może być dwóch prawd: albo Anders jest szalony, a nauka ma rację, albo Anders ma rację, a nauka jest szalona. Przedstawiona książka argumentuje, że w istocie nauka jest do bani, i że tak jest od samego początku ‘wieku atomowego’. Rozważa ona zarówno dowody fizyczne, jak i medyczne, uzupełnione w razie potrzeby zeznaniami naocznych świadków, aby jednoznacznie odrzucić historię o atomowych bombardowaniach obu miast. W zamian, książka przedstawia scenariusz konwencjonalnego zabijania i niszczenia za pomocą gazu trującego, napalmu i materiałów wybuchowych. W szczegółach, ta interpretacja może być niekompletna lub błędna, ale ogólnie pasuje do dostępnych dowodów znacznie lepiej niż atomowa bajka.
Już pierwszy rozdział zatytułowany: „Dlaczego wątpić w bombardowania jądrowe Hiroszimy i Nagasaki?” poprzedzony został krótkim stwierdzeniem czołowego fizyka jądrowego, Wernera Heisenberga – „To nie ma nic wspólnego z atomem”. Michael Palmer pisze w nim:
Historia bomby atomowej z pewnością jest pełna zdumiewających osiągnięć. Zasada rozszczepienia jądrowego została odkryta dopiero w 1938 roku. W tym czasie nie istniały metody izolowania izotopu rozszczepialnego 235U, który jest tylko niewielkim składnikiem naturalnego uranu, ale który musi być prawie czysty do budowy bomby. Nawet gdyby wysoko wzbogacony 235U był natychmiast dostępny, można by pomyśleć, że najpierw zbadanie jego właściwości i zachowania, następnie zastosowanie tej nowej wiedzy do zaprojektowania nowej bomby, a na koniec przetestowanie tej bomby, powinno zająć sporo czasu. W rzeczywistości, niektóre dość wstępne eksperymenty trwały jeszcze w 1944 roku. Morton Camac, fizyk, który właśnie dołączył do ‘Projektu Manhattan’ świeżo po studiach, opowiada:
Uczestniczyłem w eksperymencie, w którym uran 235 umieszczony w plastikowej torbie był zrzucany na środek sfery z węglowodorami. Celem było określenie krytycznej konfiguracji używając tylko neutronów z reakcji, a nie z atomów radioaktywnych. […] Ilość uranu była zwiększana z każdym zrzutem. W ostatnim zrzucie tempo wzrostu neutronów było tak szybkie, że plastik się stopił […]Mieliśmy szczęście, że nie zginęliśmy.
Ta prosta procedura prób i błędów różni się nieco od obrazu, który sobie uformowałem, przedstawiającego genialnych teoretyków ze zmarszczonymi brwiami, dedukujących dokładną masę krytyczną i przebieg eksplozji tylko z pierwszych zasad; wyposażonych jedynie w kredę i tablicę, oraz z największym ekspresem do kawy, jaki świat kiedykolwiek widział. A jednak, zaledwie rok po tym ryzykownym eksperymencie, amerykańska pomysłowość triumfowała: pierwsza w historii bomba uranowa, choć nigdy wcześniej nie testowana, poszła bez problemów, aby zniszczyć Hiroszimę. Czy to naprawdę brzmi jak prawdziwe życie, czy raczej jak coś z Hollywood? Czy powinniśmy cenzurować Heisenberga za spontaniczne nazwanie tego blefem?
Akio Nakatani (prawdopodobnie pseudonim), przedstawia się jako ekspert w dziedzinie matematyki stosowanej i w swej książce stwierdza, że przeprowadził własne symulacje komputerowe projektów bomb w Hiroszimie i Nagasaki, które pokazują, że te bomby nie mogły działać. Nie opisuje jednak tych obliczeń szczegółowo. Cytat:
Mimo że mógłbym zniszczyć całą ortodoksję za pomocą naukowego rezultatu … niestety z powodu archaicznych przepisów bezpieczeństwa narodowego USA … nie mogę tego otwarcie przedstawić, [dlatego] robię drugą najlepszą rzecz, którą jest skompilowanie … obszernego dowodu poszlakowego.
Nakatani uogólnia swoje odkrycia, aby stwierdzić, że istnienie bomby jądrowej jest w zasadzie niemożliwe. Rzeczywiście, przedstawia on obszerne dowody, które pokazują, że systematyczne fałszerstwa wykraczają daleko poza Hiroszimę i Nagasaki. Palmer gorąco poleca przeczytanie jego książki, której tytuł wymieniłem wyżej. Sam jednak, będąc lekarzem, postanowił skoncentrować się bardziej na dowodach medycznych. Tym nie mniej wspomina o kilku świadkach, biegłych, jak choćby o Severskim.
Alexander P. de Seversky był rosyjsko-amerykańskim pilotem, a także wybitnym inżynierem lotnictwa. Po zakończeniu II wojny światowej został wysłany z oficjalną misją, aby złożyć raport na temat wyników alianckich kampanii bombardowań w Niemczech i Japonii. Podczas tej podróży odwiedził również Hiroszimę i Nagasaki. Opisuje swoje wrażenia z tej wizyty w swojej pracy – „Air power: key to survival”. Poniżej znajduje się cytat z dziewiątego rozdziału jego książki:
Byłem przygotowany na mój pierwszy widok miasta zbombardowanego atomowo, przygotowany na radykalnie nowe widoki sugerowane przez ekscytujące opisy, które czytałem i słyszałem. Ale ku mojemu całkowitemu zdziwieniu, Hiroszima z powietrza wyglądała dokładnie tak, jak wszystkie inne spalone miasta, które obserwowałem!
W obszarze wyznaczonym przez czarne, nienaruszone domy, leżał znajomy różowy dywan, o średnicy około dwóch mil. Co więcej, dokładnie tak jak w Jokohamie, Osace czy Kobe, był usiany budynkami, które wciąż stały pionowo, ze zwęglonymi drzewami, słupami i innymi obiektami. Wszystkie mosty stalowe i betonowe oprócz jednego były nienaruszone. Skupisko nowoczesnych budynków betonowych w centrum miasta stało w pionie i wyglądało na nienaruszone. […]
Słyszałem o budynkach natychmiast pochłanianych przez niespotykane ciepło. A jednak tutaj stały budynki nienaruszone strukturalnie, z fasadami zewnętrznymi i kamiennymi na swoim miejscu. Co więcej, znalazłem na ich szczytach nienaruszone maszty flagowe, piorunochrony, malowane poręcze, syreny przeciwlotnicze i inne kruche obiekty. Wyraźnie przetrwały one wybuch i w jakiś sposób umknęły piekielnemu upałowi, jak również rzekomemu huraganowi wiejącemu z prędkością tysiąca mil na godzinę.
Przez dwa dni badałem Hiroszimę. Pojechałem do mostu T, który był punktem celowania bomby atomowej. W jego okolicach szukałem łysego miejsca, gdzie wszystko rzekomo wyparowało lub zostało zamienione w mgnieniu oka w pył. Nie było go tam, ani nigdzie indziej w mieście. Szukałem innych śladów zjawisk, które można by rozsądnie określić jako „niezwykłe”. Nie mogłem ich znaleźć.
[…] Nie „nie doceniałem” bomby atomowej ani nie kwestionowałem jej przyszłego potencjału. Z pewnością nie lekceważyłem piekielnego horroru, który nawiedził Hiroszimę i Nagasaki. Jako inżynier, ograniczyłem się do analizy zniszczeń dokonanych przez konkretne bomby, które wybuchły w konkretny sposób. Te jednoosobowe obserwacje zawarłem w formalnym raporcie dla Sekretarza Wojny, który udostępnił go publicznie. Dodatkowo napisałem kilka artykułów na ten temat. Wtedy rozpętało się piekło nad moją grzeszną głową. Moje odkrycia zostały zaatakowane przez wszelkiego rodzaju ludzi z wściekłością, w radiu, w prasie, na publicznych forach; naukowcy, którzy nie byli choćby w odległości pięciu tysięcy mil od atomizowanych miast, uroczyście wydawali potępienia moich heretyckich poglądów. Prawie po raz pierwszy w mojej karierze znalazłem się w pozycji „konserwatysty” atakowanego przez „ekstremistów”.
Retoryczne pytanie, czy czegoś Wam to nie przypomina, jeśli chodzi o reakcje współczesnych nam „naukowców”, polityków oraz mainstreamowych „dziennikarzy”, pozostawiam bez dalszej analizy. Wróćmy jednak do książki Palmera, który przechodzi dalej do mierzalnych dowodów fizycznych.
Brakujący uran
Bomba hiroszimska (‘Little Boy’) rzekomo zawierała około 64 kg całkowitego uranu, w którym rozszczepialny izotop 235U był wzbogacony do 80%, co odpowiada około 50 kg 235U. Co więcej, mówi się, że z tych 50 kg faktycznie rozszczepił się mniej niż 1 kg. Co stało się z pozostałymi 49 kg…?
W kilku badaniach naukowych poszukiwano tego uranu, ale żadne nie przyniosło rezultatu. Jedno z takich badań przeprowadzili Shizuma i in. [6]. Autorzy uzyskali próbki z wewnętrznej płyty gipsowo-kartonowej domu, którego dach został zerwany podczas ataku i który został zabrudzony przez niesławny „czarny deszcz”, który spadł wkrótce po bombardowaniu. Wspomniana płyta gipsowo-kartonowa jest pokazana na rycinie 1.2.

Rycina 1.2 Płyta gipsowo-kartonowa zanieczyszczona czarnymi smugami deszczu (zdjęcie pochodzi z [6]). Kółka wskazują miejsca, z których pobrano próbki. Próbka 3 – próbka, która zawierała największe ilości charakterystycznych izotopów (patrz tekst) – znajduje się nie na powierzchni płyty, lecz na jej górnej krawędzi.
Ślady pozostawione przez czarny deszcz zostały przeanalizowane pod kątem obecności uranu za pomocą spektrometrii mas, która rozdziela pierwiastki chemiczne i ich izotopy na podstawie masy atomowej. Ponieważ uran występuje w znacznej obfitości w naturze, pojawia się pytanie, ile, jeśli w ogóle, uranu wykrytego w próbkach może pochodzić z naturalnego środowiska, a ile pochodzi z bomby?
Ponieważ naturalny uran zawiera > 99% 238U, podczas gdy uran bombowy powinien zawierać 80% 235U, na to pytanie można łatwo odpowiedzieć: im wyższy stosunek izotopów 235U/238U w próbce, tym większa frakcja uranu bombowego.
Jaka jest odpowiedź?
W większości badanych próbek stosunek izotopów odbiegał tylko nieznacznie od naturalnego, co wskazuje na znikome ilości uranu pochodzącego z bomby. Najwyższy stosunek zaobserwowano w próbce pobranej z górnej krawędzi płyty gipsowo-kartonowej, która w przeciwieństwie do powierzchni płyty nie została wytarta przez mieszkańców domu. Zaobserwowany w tej próbce stosunek – 0,88% w porównaniu z 0,72% w naturalnym uranie – wskazuje, że z całkowitego uranu w próbce zaledwie 0,2% pochodziłoby z bomby.
Ta wartość jest z pewnością zaskakująco niska; tak niska, że można by się zastanawiać, czy te próbki w ogóle zawierały uran pochodzący z bomby?
Opad radioaktywny w Hiroszimie i Nagasaki
Wnioski: Brak jest dowodów na obecność wysoko wzbogaconego uranu-235 w opadzie lokalnym w Hiroszimie. Poziomy cezu-137 były wykrywalne, ale niskie, poniżej globalnych opadów z późniejszych testów. Próbki chronione przed opadem globalnym zawierały pluton w ilościach i składzie izotopowym, które są niezgodne z jego formowaniem się w wyniku detonacji bomby uranowej. Analiza sedymentów z Nagasaki sugeruje, że pluton trafił do zbiornika Nishiyama około dwa lata po bombardowaniu, co jest zgodne z ocenami naukowców Projektu Manhattan, że oczyszczanie plutonu w 1945 roku nie było jeszcze możliwe. Ogólnie, odkrycia wskazują na rozproszenie odpadów reaktorowych („brudna bomba”), a nie na detonację jądrową.
Auto poświęca kilka rozdziałów, aby przybliżyć czytelnikowi charakterystykę izotopów i uwarunkowania fizyczne oraz elementy, które prowadzą do rozszczepienia i reakcji łańcuchowej. Przytoczę tylko krótki fragment dotyczący „wydajności bomby”.
Wydajność rozszczepienia
Zauważyliśmy w Sekcji 1.2, że z rzekomej bomby uranowej zdetonowanej nad Hiroszimą tylko około 1 kg (wzór) z 50 kg uległo rozszczepieniu, podczas gdy reszta podobno została rozproszona. Dlaczego tak się stało? Reakcja łańcuchowa będzie utrzymywana tylko tak długo, jak masa krytyczna pozostaje razem. Gdy tylko reakcja łańcuchowa się rozpocznie, uwolni ciepło, które będzie miało tendencję do rozrywania masy krytycznej. Kluczowym problemem w konstrukcji bomb rozszczepialnych jest utrzymanie masy krytycznej razem wystarczająco długo, aby reakcja łańcuchowa dotarła do wystarczającej ilości materiału rozszczepialnego. Ułamek materiału rozszczepialnego, który faktycznie ulega rozszczepieniu przed rozpadem masy krytycznej, jest określany jako wydajność rozszczepienia.
Relacje naocznych świadków
Naoczni świadkowie wybuchu bomby są jednomyślni, że bomba atomowa wywołała intensywny, oślepiający błysk, po którym szybko nastąpił potężny huk.
Czy na pewno? Rozważmy ten cytat ze słynnej książki Johna Herseya, Hiroszima [7]:
Następnie niebo przeciął potężny błysk światła. Pan Tanimoto wyraźnie pamięta, że przebył on drogę ze wschodu na zachód, od miasta w kierunku wzgórz. Wyglądał jak słoneczna tafla… Poczuł nagły ucisk, a potem na niego spadły drzazgi, kawałki desek i fragmenty dachówek. Nie usłyszał żadnego huku. (Prawie nikt w Hiroszimie nie pamięta, żeby słyszał jakikolwiek odgłos bomby. Ale rybak … zobaczył błysk i usłyszał potężną eksplozję; był prawie dwadzieścia mil od Hiroszimy).
Niezależnie od tego, czy była to bomba jądrowa, czy nie, zdumiewające jest, że eksplozja była słyszalna z odległości dwudziestu mil, ale niesłyszalna niemal bezpośrednio pod nią. Czy możliwe, że wszyscy ci, którzy byli blisko detonacji, mieli po prostu roztrzaskane uszy, zanim w ogóle mogli usłyszeć dźwięk?
Najwyraźniej nie — Ishikawa i in. [8, s. 126] podają, że tylko 1% wszystkich pacjentów hospitalizowanych w Hiroszimie miało pęknięte błony bębenkowe (ale 8% w Nagasaki; obie wartości mieszczą się w zakresie obserwowanym w przypadku bombardowań konwencjonalnych [9]).
Ze względu na dbałość o strawną objętość tekstu nie będę przytaczał bardzo wielu dowodów, bo w tym celu można sięgnąć książkę. Nie znalazłem informacji, że jest gdzieś dostępna w wersji polskiej, wybrane fragmenty można jednak przetłumaczyć np. przy pomocy bezpłatnego Groka, czy Gemini. Zwrócę uwagę na kolejny akapit:
Innym interesującym źródłem jest Keller, amerykański lekarz, który pracował w Japonii jesienią 1945 roku. Pisze on: Informacje przedstawione w tym raporcie uzyskano z badań na 21 pacjentach, którzy zostali przyjęci do Szpitala Uniwersyteckiego w Osace pod koniec sierpnia i na początku września 1945 roku, cierpiąc na niepokojącą dolegliwość, określoną przez Japończyków jako „choroba bomby atomowej”. Obserwowałem, badałem i śledziłem około połowy pacjentów, podczas gdy informacje o pozostałych pacjentach zostały zaczerpnięte z dokumentacji szpitalnej. Tylko 5 pacjentów przypomniało sobie, że doświadczyło wyraźnej fali uderzeniowej w momencie eksplozji bomby atomowej. Jeden z 5, który był w drewnianym budynku około 50 metrów od centrum eksplozji, został rzucony na 12 stóp przez podmuch, gdy budynek się zawalił. Dwóch poszkodowanych, którzy byli na zewnątrz, miało sprzeczne doświadczenia, ponieważ jeden został ogłuszony, a drugi nie odczuł podmuchu. Trzech pacjentów przypomniało sobie, że słyszało hałas „podobny do dźwięku eksplozji”.
Oparzenia skóry u ocalałych
[…] • w promieniu 1 km od hipocentrum, większość oparzeń błyskowych powinna być trzeciego lub czwartego stopnia. Niższe stopnie powinny występować tylko z osłabieniem przez co najmniej dwie warstwy ubrania lub jakiś równoważnik częściowej ochrony;
• oparzenia powinny być cięższe w Nagasaki niż w Hiroszimie, lub przynajmniej nie mniej ciężkie.

Rys. 9.1 Promieniowe ciepło i częstość oparzeń jako funkcje odległości od hipocentrów w Hiroszimie i Nagasaki. A: promieniowe ciepło (kalorie na cm²) kontra odległość od hipocentrum. Dane z Ishikawa et al. [8]. B: Częstość oparzeń trzeciego stopnia u ofiar pozostających przy życiu po 20 dniach, według odległości od hipocentrum, i stosunek częstości oparzeń trzeciego stopnia do tego drugiego stopnia oparzeń. Pacjenci, którzy mieli zarówno oparzenia drugiego, jak i trzeciego stopnia, byli liczeni tylko w tej ostatniej kategorii. Dane z Tabel 9H i 9N w [33]._
Rysunek 9.1B pokazuje, że żadne z tych oczekiwań nie odpowiada obserwacjom. Częstość oparzeń trzeciego stopnia rośnie od hipocentrum w kierunku maksimum, odpowiednio przy 2 lub 2,5 km. W Hiroszimie przynajmniej ten wzrost jest tak wyraźny, że nie może być wiarygodnie wyjaśniony statystycznym szumem z oparzeń płomieniowych. Aby ocenić ciężkość oparzeń, możemy spojrzeć na stosunek oparzeń trzeciego stopnia do oparzeń drugiego stopnia. W Hiroszimie ten stosunek również znacznie wzrasta między 1 i 2 km, co wskazuje na wzrost ciężkości oparzeń z odległością. W Nagasaki ten trend jest mniej wyraźny, ale nadal nie ma spadku, którego oczekiwalibyśmy.
Ponadto, oparzenia w Nagasaki wydają się ogólnie mniej ciężkie niż w Hiroszimie, co jest przeciwne do oczekiwanego na podstawie intensywności promieniowania termicznego.
Jak już wspomniałem wyżej, nie sposób omówić w jednym wpisie choćby 10-15% wszystkich dowodów składających się na hucpę, z jaką mieliśmy do czynienia. Postaram się więc przynajmniej streścić główne punkty, które zdaniem Palmera wskazują ewidentnie na oszustwo:
Wczesne pomiary radioaktywności, dozymetria promieniowania gamma i neutronowego
W rozdziałach 4-6 znalazły się opisy wielu konkretnych badań prowadzonych na potencjalnie skażonym terenie. Wnioski:
• pomiary radioaktywności: Wczesne pomiary na miejscu (do kilku dni po bombardowaniu) wykazały konsekwentnie niski poziom radioaktywności, co wyklucza detonację jądrową. Brak odpowiedniego gromadzenia danych i konfiskata japońskich zapisów przez USA są podejrzane.
• promieniowanie gamma: Badania termoluminescencji płytek ceramicznych, mające udowodnić promieniowanie gamma, są nierzetelne i prawdopodobnie sfabrykowane. Wykazują brak niezbędnych środków ostrożności, niespójność danych i statystyczną niewiarygodność.
• promieniowanie neutronowe: Dowody na promieniowanie neutronowe (aktywacja siarki, badania izotopowe) są pełne niespójności i manipulacji danymi, co podważa twierdzenia o jednej detonacji jądrowej.
Obserwacje kliniczne i patologiczne, gaz musztardowy i napalm
W rozdziałach 7-10 Palmer zebrał i omówił dane dotyczące obserwacji klinicznych poszkodowanych w zdarzeniach, które miały miejsce w Hiroszimie i Nagasaki. Wnioski:
• gaz musztardowy i napalm: Gaz musztardowy i napalm są kluczowymi środkami użytymi w bombardowaniach, a ich działanie jest „radiomimetyczne”, czyli naśladuje efekty promieniowania.
• ostra choroba popromienna – ARS: Obserwowano przypadki ARS u osób, które były daleko od hipocentrum lub weszły do miasta kilka dni później, co jest sprzeczne z teorią jednorazowego, krótkotrwałego narażenia na promieniowanie. Korelacja między ARS a oficjalnymi szacunkami dawek promieniowania była bardzo słaba. Przeżycie osób bardzo blisko hipocentrum (chronionych tylko drewnianymi domami) jest niewytłumaczalne w kontekście detonacji nuklearnej.
• oparzenia skóry: Rozkład i charakter oparzeń (największa częstość 2-2,5 km od hipocentrum, oparzenia pod ubraniem, opóźnione występowanie) są niezgodne z „oparzeniami błyskawicznymi”, lecz zgodne z działaniem napalmu i gazu musztardowego.
• wczesne objawy kliniczne i patologiczne: Wczesne zgony charakteryzowały się ostrym uszkodzeniem płuc, co jest zgodne z inhalacją gazu musztardowego, ale nie z ekstremalnie wysokim promieniowaniem. Brak doniesień o ostrych oparzeniach siatkówki (pomimo relacji o „oślepiającym błysku”) jest kluczowym dowodem przeciwko detonacji jądrowej. Patologiczne badania organów wewnętrznych potwierdzają działanie gazu musztardowego (np. martwica błon śluzowych przełyku, odklejająca się skóra).

Rycina 9.2 Oparzenia skóry ograniczone do obszarów, które były zakryte ubraniem. A: bliznowce powstałe w wyniku „oparzenia błyskowego” u ofiary bombardowania leczonej w Szpitalu Czerwonego Krzyża w Hiroszimie, kilka lat po bombardowaniu . Lekarzem widocznym na zdjęciu jest dr Terufumi Sasaki, przedstawiony w książce Johna Herseya „Hiroshima” . B: oparzenie chemiczne u amerykańskiego pracownika fabryki gazu musztardowego. (fot. z książki Hiroshima Revisited str. 169)
Szacunki dawek promieniowania i długoterminowe choroby
W rozdziałach 11-12 autor omówił korelację dawek promieniowania, które powinny teoretycznie przyjąć osoby przebywające w strefie wybuchu i na obszarach nieco oddalonych, ze skutkami faktycznymi w kontekście choroby popromiennej (ARS) i innych schorzeń. Wnioski:
• szacunki dawek: Indywidualne szacunki dawek promieniowania (T65D, DS86, DS02) były tworzone z opóźnieniem i słabo korelują z biologicznymi skutkami, takimi jak ARS czy aberracje chromosomowe. Doniesienia o „amnezji” ocalałych blisko hipocentrum oraz obcinanie dawek powyżej 6 Gy świadczą o manipulacji danymi. Schemat DS86 był „sztuczką”, aby zniwelować rozbieżności między miastami.
• długoterminowe choroby: Wady wrodzone, takie jak mikrocefalia, korelowały z przebytą przez matkę ARS, ale bardzo słabo z szacowanymi dawkami promieniowania. Zwiększone ryzyko raka obserwowano nawet u osób z bardzo niskimi dawkami promieniowania i u tych, którzy weszli do centrum miasta po bombardowaniu, co sugeruje obecność utrzymującego się czynnika rakotwórczego (gazu musztardowego), a nie radioaktywności. Zaćma również występowała w odległościach, które powinny być poza zasięgiem promieniowania.
I można by się zastanawiać, czy obfite dane zawarte w książce z całą pewnością pokazują fałsz, czy może jednak chodziło tylko o jakiś mniejszy ładunek, niż opisywano to w rzeczywistości? Wiadomo, że wojna informacyjna jest częścią każdego konfliktu zbrojnego. Z pewnością znajdą się „obrońcy prawdy”, którzy znajdą jakieś błędy z zbieraniu danych, albo zarzucą badaczom, że przeprowadzili je zbyt późno albo za wcześnie itd. Uważam, że akurat w tym przypadku nie ma absolutnie cienia wątpliwości, że od początku mieliśmy do czynienia z zakrojoną na szeroką skalę akcją dezinformacji. O powodach będzie na końcu tekstu. W tym miejscu chciałem przytoczyć jednak prawie cały treściwy rozdział książki innego autora, który udostępnił ten, „jeszcze ciepły” fragment całkowicie bezpłatnie.
Szach i mat!
Otóż w 2023 roku Thos Judge opublikował „Oppenheimer’s Deadly Toys” („Śmiercionośne zabawki Oppenheimera”) i choć nie była to, jak już wiemy, pierwsza pozycja związana z tematem, z pewnością w sposób usystematyzowany pokazała szereg „problemów” z jakimi musi zderzyć się każdy, kto chciałby zgłębić takie zagadnienia, jak atak na Hiroszimę i Nagasaki, czy broń atomowa i związane z nią ewentualne zagrożenia. Poświęćmy na lekturę jeszcze chwilę czasu, a dla poszukiwaczy prawdy z pewnością nie będzie to czas stracony.:
[…] W sierpniu 2025 roku wpadł mi w ręce dokument: protokół z posiedzenia „Komitetu Tymczasowego” Projektu Manhattan z dnia 31.5.1945. Dokument ten potwierdza, że w 1945 r. USA nie miały wystarczającej ilości uranu, aby zbudować bomby atomowe, które rzekomo zostały użyte później, w sierpniu 1945 r.
Przeczytaj dokument TUTAJ

Istotny fragment znajduje się w sekcji II na s. 3, gdzie dr A. H. Compton i dr E. Fermi z Projektu Manhattan wyjaśniają stan prac.
Dr Compton był dyrektorem Met-Lab na Uniwersytecie Chicagowskim. Nadzorował produkcję wzbogaconego uranu i plutonu do bomb. Dr Fermi stworzył pierwszy na świecie sztuczny reaktor jądrowy. Obydwaj byli czołowymi naukowcami Projektu Manhattan.

Oto fragment wspomnianego tekstu:
Dr A. H. Compton: „Pierwszy etap obejmował separację uranu‑235. Drugi etap obejmował użycie „stosów rozmnażających” (breeder), aby wytworzyć materiały wzbogacone, z których można by uzyskać pluton lub nowe typy uranu. Pierwszy etap służył do wytwarzania materiału do obecnej bomby, natomiast drugi etap miał umożliwić produkcję bomb atomowych o ogromnie większej sile wybuchu niż te będące teraz w produkcji. Produkcja materiałów wzbogaconych była obecnie rzędu funtów lub setek funtów i przewidywano, że skalę działań można by rozwinąć na tyle, by wytwarzać wiele ton. … Szacowano, że od stycznia 1946 r. zajmie półtora roku, aby dowieść możliwości drugiego etapu, biorąc pod uwagę pewne trudności techniczne i metalurgiczne, oraz że potrzeba będzie trzech lat, aby uzyskać pluton w ilościach masowych…”
Dr E. Fermi: „Oszacował, że do prowadzenia badań nad bieżącymi zagadnieniami inżynieryjnymi potrzeba będzie około dwudziestu funtów materiału wzbogaconego, a do badań nad drugim etapem niezbędna będzie podaż od pół tony do jednej tony.”
Najpierw słowo o użytej terminologii:
„Pierwszy etap obejmował separację uranu‑235”.
Odnosi się to do oddzielania izotopu U‑235 od U‑238, aby uzyskać 100% rozszczepialnego i mniej radioaktywnego U‑235. Naturalny uran metaliczny zawiera około 99% U‑238, 0,7% U‑235 i 0,3% U‑234. A zatem, aby uzyskać 1 tonę metryczną U‑235, potrzeba (1/0,7%) 142,8 tony metrycznej uranu naturalnego. Uran naturalny występuje w różnych stężeniach w rudzie uranu (szczegóły w rozdz. C8). Do zdobycia 1 tony metrycznej uranu naturalnego możesz potrzebować 1 000 ton metrycznych rudy uranowej. Ich zapasy nie były nieograniczone — patrz C8.
„Drugi etap obejmował użycie „stosów rozmnażających” (breeder) do wytworzenia materiałów wzbogaconych, z których można by uzyskać pluton lub nowe typy uranu”.
Odnosi się to do wytwarzania prętów paliwowych z uranu do pracy reaktorów oraz do produkcji plutonu, produktu ubocznego rozszczepienia jądrowego. Dziś takie reaktory nazywa się reaktorami typu breeder i różnią się one konfiguracją od tych używanych do wytwarzania energii elektrycznej. Pręty paliwowe zawierają zwykle około 5–7% U‑235, a reszta to U‑238.
„Protokół z posiedzenia” stwierdza jednoznacznie, że dopiero około 1949 r. dostępna będzie wystarczająca ilość materiału z „drugiego etapu”, aby broń plutonowa mogła zostać przetestowana, a następnie wdrożona. Jak skomplikowana jest ta metoda, można zobaczyć w rozdziałach C8–C12 tej książki.
Niewygodna prawda zatem jest taka, że USA nie miały wystarczającej ilości plutonu, aby zbudować „Gadget” i przetestować go na poligonie Trinity 16.7.1945, oraz że nie miały wystarczającej ilości plutonu, aby zbudować bombę Fat Man i użyć jej do zniszczenia Nagasaki 9.8.1945. Jeśli uznamy protokół za fakt, to te dwa wydarzenia nigdy nie miały miejsca. Okłamywano nas przez 80 lat. Incydenty z „Demon Core” również są zmyślone.
Sytuacja dotycząca bomby Little Boy, o której twierdzi się, że została zrzucona na Hiroszimę 6.8.1945, jest mniej jasna. Bomba ta nigdy nie została przetestowana. Podkreślmy ten punkt — pierwsza w historii broń atomowa NIE ZOSTAŁA PRZETESTOWANA przed swoim domniemanym użyciem. Było to 64,1 kg HEU, tj. 80% U‑235 i 20% U‑238. Aby wytworzyć taką ilość HEU, potrzeba 7,3 tony metrycznej uranu naturalnego (nie rudy uranu) — szczegóły w C8. Co więcej, bomba nie mogła spowodować potężnej fali niszczącej, ponieważ rozszczepienie jądrowe nie wywołuje eksplozji, a po drugie — reakcja łańcuchowa rozszczepienia oraz intensywne ciepło i promieniowanie nie mogłyby wystąpić, gdyż w bombie brakowało moderatora; por. punkty podsumowania 1 i 2 poniżej.
Dr Fermi mówi, że na potrzeby badań drugiego etapu potrzebne było „od pół tony do jednej tony” materiału wzbogaconego. Powiedzieliśmy już, że 1 tona metryczna U‑235 wymaga 142,8 tony metrycznej uranu naturalnego i ewentualnie 142 800 ton metrycznych rudy uranowej, aby go pozyskać. Szczegółowo opisałem, ile rudy posiadali, w C8. Czy miało to pierwszeństwo przed Little Boy — nie wiadomo; warto jednak podkreślić, że Little Boy nigdy nie został przetestowany i nie mógł działać, a w sprawie Nagasaki itd. również nas okłamano.
Wracając do bomby Little Boy i wymogu 7,3 tony metrycznej uranu naturalnego dla uzyskania wystarczającej ilości U‑235, trzeba także uwzględnić czas potrzebny na produkcję. Proces separacji izotopowej opisano w C11. Na początku Projektu Manhattan, w 1942 r., szacowano, że wytworzenie 1 grama uranu wzbogaconego do 80% zajęłoby 27 000 lat. W konsekwencji częścią Projektu Manhattan było znalezienie lepszej i szybszej metody wytwarzania uranu o jakości wojskowej. W C11 dokumentuję wywiad z Hansem Bethe, czołowym naukowcem Projektu Manhattan — do 1945 r. proces się poprawił i wytworzenie U‑235 do bomby mogło zająć 15 lat. Jasne jest, że w dostępnych ramach czasowych nie mogli tego zrobić.
Wydaje się więc oczywiste, że nie mieli wystarczającej ilości wzbogaconego uranu, aby zbudować bombę Little Boy i (bez testu) użyć jej do zniszczenia Hiroszimy 6.8.1945.
Protokół z posiedzenia „Komitetu Tymczasowego” Projektu Manhattan z 31.5.1945 mógłby posłużyć jako dowód w sądzie. Zatem ponad wszelką wątpliwość Hiroszima i Nagasaki NIE padły ofiarą nuklearnej zagłady.
Wszystko, co ci powiedziano o zniszczeniu Hiroszimy i Nagasaki, jest kłamstwem. Test „Gadżetu” na poligonie Trinity nigdy się nie odbył, a film „Oppenheimer” to żenująca propaganda. Filmy z pułkownikiem Paulem Tibbets’em i jego zeznaniami o misji B‑29 „Enola Gay”, podczas której zrzucono bombę na Hiroszimę, są fikcją. Podobnie misja majora Charlesa W. Sweeneya do Nagasaki na pokładzie B‑29 „Bockscar” to również bzdura.
Japońskie ceremonie i upamiętnienia dotyczące ich rzekomych cierpień z powodu „nadużyć atomowych” są zatem histerycznym nonsensem.
Czy broń nuklearna istnieje dziś? Omawiałem to już w mojej książce. Oto podsumowanie:
1 Wszystkie wybuchy są związane z gazem. Produktami ubocznymi rozszczepienia jądrowego są w 94% ciepło i w 6% promieniowanie. Rozszczepienie jądrowe nie wytwarza gazu, a więc nie może być potężnej fali niszczącej. Zob. C7.
2 Aby uzyskać intensywne ciepło z rozszczepienia jądrowego, trzeba rozbić miliony atomów w reakcji łańcuchowej. Wymaga to moderatora spowalniającego wolne neutrony. Moderator nie jest uwzględniony w bombie, ponieważ nie ma dość czasu, by spowolnić neutrony. Dlatego nie może być intensywnego ciepła. Zob. C6.
3 Bomba wodorowa (fuzji) jest urządzeniem dwustopniowym. Wymaga bomby A (rozszczepieniowej) jako pierwszego etapu, aby wytworzyć intensywne ciepło konieczne do zajścia fuzji. Jeśli pierwszy etap nie działa, nie działa też drugi. A zatem nie może zachodzić fuzja jądrowa. Zob. C19.
Dlatego nie istnieje coś takiego jak broń nuklearna. Protokół z posiedzenia „Komitetu Tymczasowego” jest tu „dymiącym pistoletem”.
Parafrazując H. G. Wellsa (który rzekomo napisał przedmowę do tej książki) — Świat został uwolniony od tej naukowej tyranii.
Czy należy mi się parada z konfetti za „wymazanie” tych rzekomych wydarzeń z kart historii?
Dalsze działania:
CND i inne podobne organizacje lub fundacje — Zdumiewający wniosek jest taki, że od początku pobierały pieniądze pod fałszywymi pretekstami. To jest oszustwo. Powinny mieć teraz dość środków, by bronić się w sądzie.
NATO — Udokumentowałem to w C21. NATO jest sojuszem broni nuklearnej. Ich „Koncepcja Strategiczna 2022” mówi: „Tak długo, jak istnieje broń nuklearna, NATO pozostanie sojuszem nuklearnym. Celem NATO jest bezpieczniejszy świat dla wszystkich;” link (Przedmowa, akapit 7). Dlatego NATO jest zbędne, bo broni nuklearnej nie ma. Kolejne oszustwo działające co najmniej od 80 lat.
USA — Wuj Sam powinien zwrócić pieniądze tym, którzy kupili/licencjonowali od niego „broń nuklearną”.
KONIEC
Tyle Thos Judge, którego książkę można nabyć na platformie Amazon. Napisał też kilka innych.
Atomowa ściema stulecia?
Winien jednak jestem jeszcze kilka wyjaśnień, zatem wrócę do publikacji Michaela Palmera:
W rozdziale 13 porusza on kilka istotnych tematów i odpowiada na pytania.
Jak to zrobiono? (Cenzura, propaganda, efekty specjalne i dowody przeciwko)
W dużym skrócie można to podsumować tak:
• Hipoteza operacyjna: Akcja obejmowała pozorowaną detonację nuklearną (błysk, huk) oraz ukrywanie rozproszenia konwencjonalnych środków zapalających i gazu musztardowego.
• Błysk: Wygenerowany za pomocą fotobomb błyskowych, być może typu AN-M46, co wyjaśnia relacje świadków o „arkuszu słońca” i niespójności w jego postrzeganiu.
• Huk: Zamiast jednej dużej detonacji, było kilka mniejszych, lokalnych eksplozji w powietrzu, prawdopodobnie za pomocą bomb „Pumpkin” (przystosowanych do wybuchu w powietrzu, ważących około 10 000 funtów). To wyjaśnia różny zasięg i charakter zniszczeń, a także fakt, że nie wszyscy słyszeli huk.
• Spadochrony: Świadkowie widzieli spadochrony, ale niosły one instrumenty, a nie materiały wybuchowe, co miało odwrócić uwagę od innych samolotów zrzucających bomby konwencjonalne.
• „Piękna chmura” (grzyb atomowy): Była to chmura typu flammagenitus lub pyrocumulus, tworząca się nad pożarami, a niekoniecznie nad detonacją jądrową. Mogła być wspierana przez materiały pirotechniczne.
• „Czarny deszcz”: Był formą rozproszenia odpadów reaktorowych („brudnej bomby”), prawdopodobnie celowo zrzuconych z samolotów, a nie skutkiem detonacji nuklearnej. To wyjaśnia jego niejednorodny skład izotopowy.
• Konwencjonalne ataki i ich ukrycie: Liczne relacje świadków mówiły o wielokrotnych detonacjach i bombach zapalających spadających na ziemię (napalm, gaz musztardowy). Bomby napalmowe M47 i M69, detonowane w powietrzu, wyjaśniają relacje o „płonącej lepkiej substancji” i „ognistych kulach”. Wczesne objawy gazu musztardowego (ból gardła, kaszel z krwią) oraz relacje świadków o „stymulującym zapachu” potwierdzają jego użycie.
• Koluzja japońska: Japoński rząd nie był zaskoczony bombardowaniami, lecz współuczestniczył w ich inscenizacji i zatajaniu prawdziwej natury. Generał Hata ocenił, że bomba atomowa „nie była tak potężną bronią”. Brak alarmów lotniczych oraz szybkie przyjęcie narracji o bombie atomowej przez japońskie władze (pomimo świadectw o gazie musztardowym i możliwości weryfikacji) są podejrzane. Prawdopodobnie Japończykom zaproponowano zachowanie cesarza w zamian za współudział.
• Cenzura i propaganda: Cenzura amerykańska w Japonii miała na celu oddzielenie informacji dla Japonii i reszty świata. Na zewnątrz propagowano mit o „bombie atomowej” i zagrożeniu wojną nuklearną, w Japonii – narrację o „gazie atomowym”, który rzekomo powstawał z promieniowania. To miało ukryć prawdziwe przyczyny cierpień i umocnić mit.
• Efekty specjalne: „Cienie atomowe” na ścianach i chodnikach były prawdopodobnie sfabrykowane między wrześniem a październikiem 1945 roku w celu oszukania odwiedzających urzędników i wojskowych, a nie do długotrwałego zachowania. Marcel Junod i Alexander P. de Seversky, którzy przybyli wcześniej, nie odnotowali takich zjawisk.
• Dodatkowe dowody przeciwko detonacji jądrowej: Niezniszczone maszty flagowe i delikatne przedmioty w pobliżu hipocentrum są niezgodne z silnym podmuchem bomby nuklearnej. Różnice w oszacowanej wysokości detonacji (triangulacja cieni kontra obliczenia) oraz brak efektów ekstremalnego ciepła na niektórych przedmiotach (np. gięte, ale nienaruszone stalowe mosty) podważają oficjalną narrację.
I ostatnie pytanie, które nasuwa się samo, jeśli zdecydowaliśmy się ostatecznie przyjąć prawdę.
I PO CO TO WSZYSTKO?!
Palmer wyjaśnia to mniej więcej w sposób, który można streścić następująco:
- Odrzuca motywy szoku i wymuszenia kapitulacji Japonii, ponieważ Japonia była gotowa do kapitulacji na podobnych warunkach (zachowanie cesarza) na długo przed bombardowaniami.
- Odrzuca motyw zastraszenia Stalina, ponieważ Stalin nie był zastraszony (co było widoczne na konferencji w Poczdamie) i plan ten nie miał szans na powodzenie.
- Sugeruje, że „bombardowania atomowe” były aktami terroru państwowego, skierowanymi do międzynarodowej opinii publicznej. Głównym celem było wywołanie ogólnego strachu przed nadchodzącą wojną nuklearną, aby skłonić ludzi do dobrowolnego zrzeczenia się suwerenności narodowej i poddania się jednemu rządowi światowemu. Propaganda pokazała to jako jedyną nadzieję na przetrwanie ludzkości.
Generalnie cała lektura książki skłania do wniosku, że ten plan był napędzany przez interesy „kapitału amerykańskiego i międzynarodowego”.
W mojej opinii, podobnie jak Palmera, czy Judge’a, niewątpliwie całe oszustwo wpisuje się w szereg działań, które zwiększają kontrolę nad obywatelami. Kaganiec, który nam zakładają systematycznie, choć jeszcze zapięty dosyć luźno, będzie zaciskał się jednak coraz mocniej. Być może o kolejnym elemencie tej układanki uda mi się opowiedzieć za tydzień.
A tak już zupełnie na koniec. Jedna informacja jest tutaj kluczowa i z pewnością może poprawić humor wszystkim moim Czytelnikom. Żadnej wojny nuklearnej nie będzie! Czyż to nie wspaniała wiadomość? 😉
Ponieważ trzy końce ma tylko kiełbasa, nie chciałbym przedłużać, ale będę wdzięczny za każdy odruch wsparcia mojej pracy, o ile oczywiście uważasz ją za sensowną. Na przykład możesz postawić mi kawę. Będę też wdzięczny, jeśli uda się nam wspólnie doprowadzić do finalizacji projektu „Ostatni oddech”. No i książka „SPLOT”, której jedną z okładek widzisz poniżej, jest dostępna również w formie e-booka, na stronie Rideró, gdzie można także przeczytać kilka opowiadań i nabyć wersję drukowaną. Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się kolejna pozycja i książka wreszcie „będzie miała towarzystwo”. 😉

Jeśli jakiś tekst z powyższego zbioru przypadnie Ci do gustu i zdecydujesz się napisać krótką recenzję na stronie, pod zakupioną pozycją, wymyślę jeszcze jakiś dodatkowy gratis. Nieustająco dziękuję osobom, które zdecydowały się wspierać blog cyklicznie. To wiele dla mnie znaczy.
Aby wybrać formę stałego zlecenia, albo wpłaty jednorazowej podaję niżej numer konta oraz link:
44 1140 2017 0000 4502 0148 3714 czy za pośrednictwem Revoluta. Pozostałe opcje znajdują się w stopce.
Polecam też felietony: Uchwała zamiast wolności badań, Nawet nie potrafili dosypać! Przestępca w fotelu? Wariant rumuński? Skandaliczne kłamstwo, Cierpliwość Brauna, Czas otrzeźwienia, Cenzura ignorantów, Sejmowa dintojra, Wszyscy będą siedzieć! Braun do Watykanu, Oklaski dla Brauna, Wielbłąd Kaczyńskiego, Przedwyborcza histeria pacynek, Podżeganie do pokoju, Elektryczne szaleństwo, Kaganiec oświaty, Antidotum na wirusy, Tydzień z hukiem, Ruskoonucyzm patriotyczny, Raszyńska masakra i czerwony diabeł, Obłędna miłość, Igrzyska śmierci w cieniu Pekinu, Klątwa Kurskiego i australijski skandal, Pudrowanie trupa i gry szpitalne, Strzały na granicy! Grobbing 2.0 i Halloween, Zjedz szczepionkę, Gladiator i dziewczyny, Turniej US Open Closed, Wymyk do podporu, Szczepionkowa propaganda nie działa! Szczepionkowe wakacje z QR kodem, Szczepionkowa schizofrenia, Największy przekręt i co dalej? Zabijamy ludzi, Złoty strzał dla seniora, To już nie teorie spiskowe! Uratowani przez Covid?
i artykuły: Banderyzacja i jacht dla każdego, Higiena plus i różne dewastacje, Coraz więcej dowodów, Tego nie wolno przeoczyć! Dzieciofobia w natarciu, Chętniej dadzą Owsiakowi, To było słabe! Debatanci w uśmiechniętej stacji, Wyłączą wszystko! Bezkarność morderców, Czas zadumy, Istnieją skuteczne terapie, Co z tym rakiem? A nasi mordercy milczą, Czy Kennedy obroni nasze dzieci? Czy to lek na wszystko? Dokładne wytyczne mordowania ludzi, Dowody ludobójstwa złożone w sądzie, Cenzura pozostanie bezkarna? Mitologia polio trwa, Uważajcie w Sylwestra! Mają nas za idiotów, PAN w służbie WHO, Hodowla mózgów i inne teorie, Tylko bez teorii spiskowych! Krzywdzenie dzieci, Byli w tym skuteczni, Terapia Daremna w natarciu, Ile lat więzienia? Sztuczny Inteligent, Zainfekowany mózg, I tylko dzieci żal, Zbrodnie medyczne trwają od lat! Szczepionki gorsze od choroby, Sanitarna bandyterka powraca, Strzelanie w stopę, Bezwarunkowy dochód podstawowy coraz bliżej! Oszuści, mordercy i EVC, Zapnijcie pasy! Etyka znika, Polimeryzacja ludzkości, Broń biologiczna w Polsce? Gumowe skrzepy we krwi, System zaczął przeciekać, Grypa szaleje? Powyborcza czkawka, Woda z mózgu, Prawdziwy MATRIX, To już jest koniec! Turborak i ratunek po szprycy, DNA zmienione szczepionkami, Nowotworów o 14000 procent więcej, Dzieci umierają coraz szybciej, Nikt nie umknie! Pałowanie z uśmiechem, Postępactwo naciska, Twój awatar przetrwa, Czas przebudzenia, Każdy ma wybór, W cieniu wojny, Chcą naszego dobra, Bandyckie metody, Świecenie oczami, Biorą się za niemowlaki, Rok kłamstw, Więzienie za prawdę o eliksirze, Covidowe srebrniki i WHO, Grillowanie lekarzy, Ponad 38 mln ofiar szczepień, Wielu rannych i będzie gorzej, Bandyci i mordercy się nie zatrzymują, Kontrakt z Pfizerem ujawniony! Pętla się zaciska, Kolejna pandemia lada moment, Czy Twoja komórka okaże się zabójcą? Już nic nie będzie tak samo, Potworna Sztuczna Inteligencja, Będą zabijać, czy tylko straszą? Właśnie to chcą ukryć! Gwałty i tortury, Pedofile z WHO, Tragedia kanadyjskich dzieci, Sztuczne mięso w Polsce?! O ponad 6300 procent więcej zgonów dzieci, WHO poza prawem, Kanibalizm u bram, Bawią się nami znakomicie, Zamordyści odbiorą nam mienie, Sportowcy marionetkami globalistów? Szczepionkowy dogmat i cenzura, Oddali życie za pracę, Smacznego mRNA, Grafen detoksykacja, Sztuczna inteligencja głupia, jak but? Kłamstwo musi runąć! Trzymanie za mordę, System się przewraca, Ryzyko śmierci większe o 276 procent, Piętnastominutowe więzienia, Czipowanie ludzi już wkrótce! Zjedz świerszcza, Szczepionkowe skandale, Odporność zabijana na raty, Grafen zamiast wirusa? Twoja praca zniknie, 500 szczepionek w ciągu 8 lat!, Czy to na pewno wirus? Kredyt społeczny wchodzi tylnymi drzwiami, Jak walczyć z WHO? Zabijanie odporności potwierdzone, A co na to Kościół? Udarów więcej o ponad 100 tysięcy procent! Pfizer obnażony, Krew zaszczepionych niebezpieczna? 14.650 rodzajów powikłań! Zaszczepione dzieci umierają 137 razy częściej, Koniec teorii spiskowych? Umiera o 691 procent więcej dzieci, O 10.660 procent więcej nowotworów, Jak kłamcy bronią morderczych szczepionek, Psychopaci wytworzyli HIV-1, Cała prawda o COVID-19, Co wzięli zamiast szczepionki? WHO w mętnej wodzie, Teoria spiskowa do korekty, Sprawdź szkodliwość swojej szczepionki, Niemal o 300% więcej diagnoz nowotworów, Szczepionki czy trutka na szczury? Co pływa we krwi zaszczepionych, Masowe zgony sportowców, Eliksir śmierci, Ofiary covidowych szczepień przemówiły, Norymberga 2.0 coraz bliżej, Działa tylko trzecia dawka! Magnetyczne szczepionki i depopulacja, Maseczki groźne dla życia, Śmierci, których nie było