
Dziś miało być nieco luźniej, bo temat, może wydawać się błahy, ale jest ważny. Chciałem napisać kilka słów o polskich sukcesach w sporcie, zwłaszcza o najbardziej aktualnym, gigantycznym i najmniej spodziewanym, który warto jednak osadzić w szerszym kontekście.
Idol potrzebny od zaraz!
Jak wiemy, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, co najlepiej widać na przykładzie gwiazd kilku dyscyplin. Co roku mamy plebiscyt Przeglądu Sportowego, na najlepszego polskiego sportowca. Okazuje się, że głosujący niekoniecznie sprawiedliwie oceniają, co było największym sukcesem w ostatnich 12 miesiącach.
Czemu tak uważam? Jeśli przyłożyć miarę nie tylko do koloru medalu, czy rangi imprezy, ale też do niezbędnych wyrzeczeń, czasu poświęconego procesowi dojścia do określonego wyniku oraz skali popularności danej dyscypliny, można uznać wiele głosowań za kontrowersyjne. To eufemizm, bo nie o kontrowersje chodzi, ale o wypaczenie sensu organizowania takich plebiscytów.
Jeżeli główną nagrodę otrzymuje sportowiec, uprawiający konkurencję, w której zdobycie pierwszego miejsca na zawodach rangi Mistrzostw Świata, wymaga wygrania kilku wyścigów trwających po kilkanaście sekund, to chyba coś poszło nie tak?
Oczywiście, mogę spotkać się z krytyką, bo przecież wspinanie się po ściance wymaga odpowiedniej techniki, wielu treningów, itd. OK., zgoda. Tylko w jaki sposób można to porównać na przykład do zdobycia medalu olimpijskiego w tenisie? Nie mówiąc już o wygraniu imprezy o tradycji sięgającej prawie 150 lat, jaką jest Wimbledon.
Jak w ogóle można porównywać liczbę elementów technicznych, które musi opanować zawodnik w takich dwóch konkurencjach, o liczbie godzin, dni, miesięcy, itd., niezbędnych do osiągnięcia profesjonalnego poziomu, choćby tylko pierwszej dwusetki rankingowej świata, o TOP10 nawet nie wspominając?
Gdyby dodać do tego jeszcze pytania, czy mamy do czynienia z dyscypliną globalną, popularną na całym świecie? I z jakim prestiżem wiąże się wygrana, innymi słowy, jak bardzo zawodnik, albo zawodniczka, staje się „ambasadorem” Polski poprzez sport właśnie, ocena może się znacznie zmienić.
Ale nawet gdyby przyjąć, że nie musi to być akurat piłka nożna, tenis, siatkówka, czy inne popularne sporty drużynowe, to choćby w niszach, jakimi są sporty zimowe, na przykład skoki narciarskie, czy zawody żużlowe, można znaleźć zawodników zasługujących na tytuł z racji osiągnięć wybitnych.
Czy można zlekceważyć wielokrotne zdobycie tytułu Mistrza Świata w kolejnych sezonach? Ktoś powie, że owszem, ponieważ mistrzostwa organizowane corocznie są zbyt powszechne, aby zachowały swą wyjątkowość. Co innego takie, których finały odbywają się co 4 lata, podobnie do igrzysk olimpijskich. Te mają pierwszeństwo.
Można dyskutować, zwłaszcza, że bardziej sensowne ustawienie kryteriów wcale nie musi dać oczekiwanych wyników. Prawda jest taka, że sporą rolę odgrywa PR, promocja w mediach i autopromocja. Ludzie lubią słuchać, że ich bohater jest w gruncie rzeczy podobny do nich, do tego sympatyczny, ciepły, dowcipny, czasem może i rubaszny. Taki „swój chłop”, albo „miła dziewczyna”. I to może przykryć nawet poważne niedostatki związane z wynikami.
A jeśli jeszcze ktoś spełnia „oczekiwania społeczne” i się specjalnie nie wychyla, da coś na WOŚP, albo zorganizuje imprezę dla dzieci i nie afiszuje się za bardzo ze swoim bogactwem, o! Wtedy lubimy go znacznie bardziej, niż jakiegoś bogatego „bufona”, prawda?
No i żeby jeszcze rozdawał autografy, nie okazując znużenia, pojawiał się w kolorowej prasie, czasem przyznał się do jakiejś „niewielkiej zbrodni towarzyskiej”, jest nasz! I proszę go nie dotykać.
Cena sukcesu
Czemu o tym piszę? Przecież wiemy, jak to wygląda. Skrolowanie smartfona stało się początkiem dnia dla większości, niekoniecznie wyłącznie młodych, ludzi. Tam właśnie stykamy się z informacjami, które do życia potrzebne są nam tak bardzo, jak krowie smycz! Ale lubimy to. W końcu jakiś nałóg mieć trzeba, powie ktoś na swoje usprawiedliwienie.
Mało kto zastanawia się, jaką cenę muszą czasem zapłacić sportowcy, którzy dali się wkręcić w tę celebrycką maszynkę do mięsa. Ona jest w stanie w końcu zmielić każdego. Włączając w to także tych „odpornych”. Szczepionki na stres nie wynaleziono. A żyć jakoś trzeba.
No, właśnie! I tutaj dochodzę do punktu, w którym chciałem napisać kilka słów o postaci, jaką jest Maja Chwalińska. A któż to taki, być może spytają niektórzy Czytelnicy. I faktycznie, mogłoby się zdarzyć jeszcze kilka dni temu, że przeciętny Polak nie miał pojęcia o istnieniu młodej tenisistki z Dąbrowy Górniczej, która dziś jest na ustach znacznej części sportowego świata.
Zresztą, nie tylko sportowego, bo przecież list gratulacyjny wysyła Premier RP, Donald Tusk, a dołączają inni politycy, celebryci itd. Cóż takiego się stało?
Maja Chwalińska dokonała rzeczy niezwykłej. Podczas gdy spora część ludzi na świecie doskonale wie, kim jest Iga Świątek, obecnie trzecia rakieta w kobiecym tenisie, wielokrotna triumfatorka prestiżowych turniejów i brązowa medalistka olimpijska, kim jest ‘Majka’, mogli dowiedzieć się przed chwilą.
Niespełna trzy tygodnie zajęło jej przebicie się do świadomości kibiców sportowych, zwłaszcza tych, którzy nie żyją na co dzień w świecie tenisa. Wystarczyło, że skromna dziewczyna, startująca przez blisko 6 lat dorosłej kariery sportowej w niewielkich turniejach ITF, wygrała „nagle” dziewięć kolejnych meczów w paryskim turnieju Roland Garros i stało się!
Napisałem „nagle”, bo cudzysłów jest tutaj po części uzasadniony. Dla osób interesujących się w Polsce tenisem, postać Mai nie jest anonimowa. Choćby z tytułu jej występów w reprezentacji naszego kraju. Oczywiście, mało kto zakładał, że próbująca od lat przebić się do pierwszej setki rankingu, niewysoka, leworęczna dziewczyna, gładko przejdzie trzystopniowe eliminacje. To już byłby sukces.
Ale, że w głównej drabince turnieju wygra sześć spotkań, eliminując po drodze Mistrzynię Olimpijską Qinwen Zheng, dawną zawodniczkę nr 3 rankingu Marię Sakkari, oraz dwie tenisistki z pierwszej trzydziestki, a w meczu o finał, aktualną szesnastą rakietę świata, Rosjankę Dianę Sznajder, która ograła w ćwierćfinale nr jeden rankingu, Arynę Sabalenkę; że przy tym straci tylko jednego seta i wywoła euforię dziennikarzy i ekspertów? Chyba takiego scenariusza nie zakładał nikt. Czemu?
Wcale nie dlatego, że nie ma znakomitych warunków fizycznych (tylko 164 cm wzrostu), czy dlatego, że tylko czasem potrafiła ograć wyżej notowane zawodniczki. Chodzi o coś więcej! Po prostu, od dawna NIKT z pierwszej setki rankingu nie gra w taki sposób! Jak to? Ano tak, to!
Przez całe lata tenis, podobnie jak wiele innych dyscyplin sportu, zmierzał w kierunku poprawy wydajności fizjologicznej organizmu, siły, wytrzymałości, szybkości, zbudowania odpowiedniej masy mięśniowej etc. I doprowadziło to do sytuacji, w której widzowie podziwiali „gladiatorów rakiety”. Nie dotyczy to wyłącznie tenisa mężczyzn.
Wśród kobiet również coraz częściej można oglądać kobiety przypominające bardziej cyborga, niż zwiewną, delikatną niewiastę. Żeby serwować z prędkością około 200 km na godzinę, sama technika nie wystarczy… Oczywiście, jest wiele niezwykle atrakcyjnych tenisistek, które posiadają mięśnie i kobiecą sylwetkę, a niekoniecznie przymioty greckiego wojownika, czy kulturysty.
Tak, czy inaczej, tenis poszedł w kierunku, „szybciej i mocniej, a gdy nie idzie, to jeszcze mocniej”, bo to się całkiem nieźle przekłada na wyniki. Stąd właśnie wzięło się przekonanie, że zawodniczka o wzroście „średniej wielkości łabędzia”, nie może odnosić sukcesów, bo praw fizyki zmienić się nie da. Nie będzie podawać z zawrotną prędkością, jak Serena Williams i kilka innych, zwłaszcza wysokich, zawodniczek.
Majka, coś Ty narobiła?!
A tutaj wyskakuje dziewczyna, która techniką i sprytem odbiera chęć gry każdej kolejnej przeciwniczce, mniej więcej już po 40 minutach meczu. Jak to określiła Paula Kania, „wybija im tenis z głowy”.
I kiedy robi to po raz ósmy, awansując do czwórki najlepszych tenisistek wielkoszlemowego turnieju, wszyscy są w szoku, a wygrany półfinał wprawia nie tylko Polaków w ekstazę. I bardzo dobrze!
Ale czy na pewno? Niezwykle szybko wpadamy w euforię, którą tonuje nieco sama Maja Chwalińska. W rozmowie z Caroline Garcia, znakomitą zawodniczką z Francji, która zakończyła niedawno karierę, powiedziała, że cieszy się z szansy, jaką otrzymała, bo może się zmierzyć z najlepszymi na świecie. A na uwagę Karoliny, że przecież już do nich należy, bo znalazła się w czwórce, mówi, że to tylko jeden turniej.

Faktycznie, nie ma żadnej gwarancji, że ewentualna wygrana w finale, musi się przełożyć na kolejne sukcesy. Możemy tylko mieć nadzieję, że to się wydarzy.
Niestety, praktyka wygląda zupełnie inaczej. I to jest kwestia, której chciałem poświęcić część tekstu, bo to zwykle właśnie oczekiwania kibiców, dziennikarzy, ekspertów, sponsorów, organizatorów turniejów itd., a nie samych zawodniczek, czy zawodników, nakładają presję.
Przywilej czy przekleństwo?
W US Open na jednej ze ścian przy wyjściu na kort można przeczytać sentencję mówiąca o tym, że „presja jest przywilejem mistrzów”. To brzmi bardzo pięknie i mądrze, ale to pozory.
Co się dzieje, kiedy presja przestaje być „przywilejem”, a staje się ciężarem nie do udźwignięcia? Obserwujemy to u Igi Świątek, która zmaga się od blisko dwóch sezonów ze swoimi „demonami”. Powiesz: „gdyby tylko takie problemy mieli ludzie…” i to, rzecz jasna, będzie w pewnym sensie prawda.
Jak ktoś to dowcipnie ujął, „ludzie bardzo biedni często mają kłopoty, zaś bardzo bogaci, problemy”. Faktycznie, istnieje zasadnicza różnica pomiędzy podejmowaniem decyzji w co zainwestować kolejny milion, a tym, co włożyć do garnka, kiedy skończyła się pensja.
Komuś może się wydawać, że skoro zawodniczka po 7 latach chudych, dociera nagle do finału jednego z najważniejszych turniejów tenisowych, to po prostu czysty przypadek lub szczęśliwy zbieg okoliczności, bo akurat forma dopisała, a najlepsze tenisistki odpadły wcześniej.
Nikt się nie będzie zastanawiał nad przeszłością Chwalińskiej, chyba że w kontekście „romantycznej historii” o Kopciuszku z Polski, który wprawdzie nie zgubił pantofelka, ale został zauważony i teraz świat stanął przed nim otworem. Naprawdę?
Ludzie nie mają pojęcia przez co musiała przejść Maja i jej bliscy oraz wszyscy, którzy zaangażowali się w ten „projekt”. Bo owszem, to był pewien projekt, w który uwierzyli ludzie niekoniecznie majętni, ale życzliwi. Dziś nowa gwiazda polskiego tenisa spłaca ten kredyt zaufania z olbrzymią nawiązką.
Być może sama jeszcze nie wie, z czym to się musi wiązać. Na pewno jej przyjaciółka z lat juniorskich, Iga Świątek, opowie jej o pułapkach i problemach. Będzie miała też do pomocy wielu profesjonalistów.
Czy to zmieni jej życie na zawsze? Trudno dziś powiedzieć, ale trzeba napisać, że tego rodzaju sukcesy okupione są nie tylko gigantycznymi wyrzeczeniami i ciężką pracą, lecz często też utratą zdrowia. Czasem mniej lub bardziej przejściową, a czasami wypaleniem, długotrwałą depresją, strachem itd.
Depresja nie omija sportowców
Maja Chwalińska zawiesiła karierę z powodu depresji i przeciążenia, a sama pisała, że kontuzje i psychika „coraz bardziej ją wykańczały”. Opowiadała też o tym w trakcie jednej z niedawnych konferencji prasowych.
Amanda Anisimova zrobiła przerwę od tenisa, bo — jak sama wyjaśniła — od 2022 r. mierzyła się z wypaleniem i problemami psychicznymi, a pobyt na turniejach stał się nie do zniesienia.
Kei Nishikori także mówił o depresji i o tym, że był bliski zakończenia kariery.
Presja i oczekiwania
Tenis mocno premiuje odporność psychiczną, ale równie mocno potrafi ją niszczyć. Zawodnicy żyją w rytmie podróży, hotelu, treningu i ciągłej oceny wyniku, a presja może prowadzić do lęku, frustracji i wypalenia.
Coco Gauff przyznała już jako nastolatka, że była bliska przerwania kariery, bo przestało jej dawać radość to, co wcześniej kochała.
W 2024 i 2026 r. w mediach wielokrotnie wracał też temat tego, że toury nie dbają wystarczająco o zdrowie psychiczne tenisistów i tenisistek. Co więcej, nie zapewniają im także dostatecznej intymności. Media obiegł nie tak dawno film wspomnianej wyżej Coco Gauf, w momencie kiedy niszczy w korytarzu rakietę tenisową.
Zawodniczka chciała odreagować porażkę, nie czyniąc tego na korcie, co często wywołuje negatywne reakcje i nie jest dobrym wzorem do naśladowania dla adeptów sztuki tenisowej. Gauf zrobiła to w miejscu, w którym nie spodziewała się, że ktoś może ją podglądać. Było jednak inaczej i film obejrzało wielu internautów.
To wywołało gorącą dyskusję, w której głos zabrała również Iga Świątek. Ona akurat nie należy do grona „łamaczy rakiet”, choć zdarzało jej się strzelić piłką w kierunku własnego sztabu zasiadającego blisko kortu.
Iga, całkiem słusznie, powiedziała: „Czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo, gdzie są obserwowane nawet, gdy sikają? Jesteśmy na korcie w telewizji. Wchodzisz do środka, jesteś w telewizji. Jedyny moment, kiedy nie jesteś nagrywana, to kiedy idziesz pod prysznic”.
To nie była tylko metafora, ale komentarz do realnego problemu: tenisistki są oglądane na korcie, w strefach mediów, przez fanów i kamery praktycznie cały czas, tylko dlatego, że biorą udział w turnieju. Gdzie są granice intymności?
Pozytywnie zareagowała dyrektorka Roland Garros, Amelie Mauresmo, niegdyś znakomita tenisistka, zapewniając, że w Paryżu miejsc bez kamer będzie znacznie więcej. I to jest OK.
Inne patologie
Historia tenisa, bo akurat dziś jest o tym więcej z powodu sukcesu Mai, zna wiele przypadków, żeby przywołać choćby atak nożownika na Monikę Seles w 1993 roku. Została zaatakowana nożem podczas meczu w Hamburgu przez psychofana Steffi Graf; po tym zdarzeniu długo wracała do formy, a źródła podają też wielomiesięczną depresję i trwały lęk przed kortem.
Podobny klimat zagrożenia wracał później wobec innych zawodniczek: Emma Raducanu była nękana przez stalkera, który śledził ją na kilku turniejach, a później pojawił się nawet w pobliżu trybun i w hotelowej okolicy.
Wspieranie hazardu?
Choćby w tym roku media opisywały też groźby i zastraszanie wobec tenisistek przy użyciu zdjęć broni oraz nacisków typu „przegraj albo…”.
Panna Udvardy, zajmująca 95. miejsce w światowym rankingu, przeżyła chwile grozy podczas turnieju WTA 125 w Antalyi. Na jej telefon spłynęła seria przerażających komunikatów przez aplikację WhatsApp. Nieznajomy nadawca jasno dał do zrozumienia: jeśli Węgierka wygra ćwierćfinałowe starcie, jej rodzinie może stać się coś bardzo groźnego.
Niestety, uzależnienie od hazardu powoduje wiele patologii, a jedną z nich są właśnie groźby wobec zawodników, a zwłaszcza zawodniczek, powiązane z określonymi zakładami. Komuś, kto postawił duże pieniądze na „pewną wygraną”, albo na „spodziewaną porażkę” konkretnej tenisistki, puszczają często nerwy. Groźby śmierci są częste, choć w większości przypadków mało realne, to już inwektywy zawierające różne wyszukane przekleństwa i ohydne wyrazy oraz życzenia wszystkiego najgorszego, są na porządku dziennym i organy ścigania niewiele z tym robią.
„Wysłali zdjęcie broni palnej” — napisała Udvardy. — „Ta osoba powiedziała mi, że jeśli nie przegram meczu, zaatakują moją rodzinę. Powiedzieli, że wiedzą, gdzie mieszka moja rodzina, jakimi samochodami jeżdżą i że mają ich numery telefonów. Wysłali nawet zdjęcia członków mojej rodziny i broni palnej”.
Podobną sytuację opisała Włoszka Lucrezia Stefanini. Choć zgłosiły to przed swoimi meczami policji oraz władzom WTA i zapewniono im ochronę, faktem jest, że swoje spotkania faktycznie przegrały. Stefanini twierdziła, że robiła wszystko, żeby jednak wygrać, bo nie można dać się zastraszyć, ale na ile wynik był w pełni uzasadniony sportowo, nigdy się nie dowiemy.
Przecież sam fakt gry „z przyłożonym do głowy pistoletem” nie mógł być do końca ignorowany i na pewno musiał dotykać sfery mentalnej zawodniczek, zostawiając ślad, być może, na bardzo długo.
Podobne sytuacje obejmują też znanych tenisistów – Arthura Bouquiera, który otrzymał groźby przed meczem Challengera, oraz Holgera Rune, zasypywanego w internecie obrzydliwymi wiadomościami z groźbami śmierci.
To są oczywiście tylko przykłady swego rodzaju „bonusu”, jaki otrzymują sportowcy od grających w zakładach, nomen omen, „sportowych”. Trudno takie patologie wyłączyć całkowicie, tym bardziej, że znane są w środowisku afery związane z samymi zawodnikami niższych szczebli rozgrywek, którzy proponowali innym tenisistom ustawianie konkretnych meczy, nierzadko perswadując im to w skuteczny sposób.
Pecunia non olet, jak głosi stara maksyma, więc nie tylko piłka nożna zna podobne przypadki. Ale życie zawodnicze na profesjonalnym poziomie nie jest wolne od innych niebezpieczeństw.
Czyż nie mamy do czynienia z jawną hipokryzją? Z jednej strony wspieranie hazardu, kiedy firmy bukmacherskie stają się bogatymi sponsorami imprez, a z drugiej, ochrona zawodników przed nieobliczalnymi hazardzistami.
Tłem tego korupcyjnego problemu w tenisie jest rynek, na którym obracają się potężne pieniądze — to wręcz idealne środowisko do nadużyć, szczególnie w rozgrywkach niższej rangi. Szerzej napiszę o tym w innym tekście.
Ileż oni zarabiają?!
Za kulisami wielkiego tenisa często stoi bardzo zwykły problem: pieniądze. Iga Świątek mówiła, że w juniorskich latach jej rodzina realnie martwiła się o finansowanie kariery i że tenis jest sportem bardzo drogim, z ograniczonym wsparciem systemowym.
To ważny kontrast: z zewnątrz widać nagrody i kontrakty, ale wcześniej przez lata jest niepewność, koszty trenerów, wyjazdów i sprzętu.
Do tego dochodzą sprawy rodzinne, rozstania, żałoba, problemy zdrowotne i samotność życia w trasie — a badania i omówienia zdrowia psychicznego sportowców podkreślają, że takie czynniki silnie zwiększają ryzyko depresji i stanów lękowych.
Jeśli ktoś mówi o „wielkich apanażach” znanych zawodników, często nie ma pojęcia, że tak naprawdę, zarabia tylko pierwsza setka rankingu i to głównie dlatego, że ma zagwarantowany udział w czterech największych turniejach (Australian Open, Roland Garros, Wimbledon i US Open), czyli w tak zwanych turniejach Wielkiego Szlema. Tam za udział w pierwszej rundzie czekają poważne kwoty zaczynające się od 55 tysięcy dolarów i z każdą kolejną rundą rosną skokowo.
Tenisista, nawet jeśli nie wygra żadnego meczu w głównej drabince takiego turnieju i tak ma szansę pokryć około połowy kosztów stałych całego sezonu, bo trzeba pamiętać, że blisko 50% zjadają podatki. Jeżeli awansuje do drugiej rundy w co drugim występie, może uda się zamknąć budżet.
Oczywiście, musi pamiętać też o sobie, bo trudno grać, jeśli jedyną gratyfikacją ma być szansa na sukcesy w przyszłości. Jeśli za zawodnikiem stoi dobry manager, czasami tę funkcję pełni rodzic, albo ktoś bliski, jak w przypadku naszego Kamila Majchrzaka (małżonka), jest nieco łatwiej.
Rzecz jasna, sponsorzy nie pchają się drzwiami i oknami, chyba że widzą spektakularny wynik, niekoniecznie nawet taki, z jakim mamy do czynienia w przypadku występu utalentowanej Polki. Nikt jednak nie chce inwestować w ciemno.

Wielkie pieniądze
Dziennikarze gotowi są do bólu ekscytować się faktem, że Maja Chwalińska otrzyma teraz czek na co najmniej 1.400.000 Euro, a jeśli w sobotę pokona Rosjankę, Mirrę Andriejewą, kwota wzrośnie dwukrotnie. Do tego jeszcze dojdzie premia za wygrane kwalifikacje w wysokości 48.000 Euro.
W ubiegłorocznym Wimbledonie główna nagroda wynosiła 3 mln Funtów, więc była jeszcze wyższa, a to nie koniec, bo progresja następuje każdego roku. Tyle tylko, że znacznie rzadziej mówi się o tysiącach zawodników, którzy klepią biedę i ledwie wiążą koniec z końcem.
Utrzymanie choćby minimalnego sztabu w postaci trenera i fizjoterapeuty kosztuje krocie. Prócz honorariów trzeba pokryć koszty ich przelotów oraz hoteli, dlatego też wielu tenisistów decyduje się tylko na trenera, korzystając z wynajętych fizjoterapeutów na miejscu. Często jeżdżą na wiele turniejów sami, śpiąc w tanich hostelach itd.
Magda Linette, zajmująca obecnie 60 miejsce w rankingu oceniła, że jej roczny budżet, niezbędny do pokrycia wszystkich kosztów związanych z treningiem i udziałem w turniejach wynosi około miliona złotych. Nie sto, czy dwieście tysięcy. Ktoś może się upierać, że skoro Magda ma dwóch trenerów i część sezonu spędza na Florydzie, jest rozrzutna. To oczywisty nonsens.
Czy jednak nawet gdyby trzeba było zmobilizować budżet „tylko” o połowę niższy, to zmienia tak wiele? Kogo na to stać? A przecież żeby uzyskać wartościowe wyniki, trzeba przebijać się w drabince głównej czasem przez ładnych kilka lat. Dodajmy, „o ile dopisze szczęście i zdrowie”.
Stresu uniknąć się nie da
Bywa przecież i tak, że wszystko przekreśla w jednej chwili jakaś poważniejsza kontuzja. Wprawdzie zawodnik ma prawo do „zamrożenia rankingu”, jeśli przerwa zdrowotna trwa ponad pół roku. Tyle że takie „mrożenie” ma sens głównie wtedy, kiedy pozwala grać po kontuzji w turniejach wyższej rangi. Wówczas łatwiej o większy „zastrzyk punktowy” i zarobienie jakichś pieniędzy. Na poziomie czwartej, czy piątej setki, oczywiście też warto zapewnić sobie możliwość gdy w „nieco lepszym turnieju”, ale cudzysłów jest tutaj naprawdę usprawiedliwiony. Zwłaszcza, kiedy posłucha się zawodników, którzy przeszli przez męki gry w zawodach, w których słowo „komfort” jest nieznane, a jeszcze trzeba uważać, żeby cię orżnęli przy zakupie napoju, naciąganiu strun w rakiecie, czy innych drobiazgach.
Czasem nie tylko kontuzji trzeba zaczynać podróż w górę tabel od początku, co spotkało na przykład wspomnianego wyżej Kamila, kiedy został zdyskwalifikowany, po wykryciu w jego organizmie niedozwolonej substancji. Udowodnił, że zawierał ją jeden z suplementów i było oczywiste, że kompletnie nie mogło mieć to wpływu na wyniki sportowe.
Cóż z tego, skoro przez cały rok 2023 żył pod groźbą 4 lat dyskwalifikacji. Jak wspominał później w kilku wywiadach, to był dla niego absolutny koszmar: z gracza top 100 spadł na samo dno, został publicznie naznaczony jako oszust itd. Prawo antydopingowe jest surowe i zawodnik musiał pogodzić się z tym, że stracił właściwie 1,5 sezonu. Ponad rok zajęło mu odbudowanie rankingu, co i tak jest rekordowym wynikiem. Cenę jednak trzeba było zapłacić.
Rumuńska tenisistka Simona Halep, choć po kilku latach częściowo oczyściła swoje dobre imię, praktycznie wskutek decyzji agencji antydopingowej zakończyła karierę, bo próby powrotu okazały się nieudane.
Tenisowa machina działa w sposób bezwzględny, pozostawiając oskarżonego sportowca całkowicie samego z potężnymi kosztami prawnymi i udowadnianiem własnej niewinności. Zawodniczki, takie jak Aryna Sabalenka czy Jessica Pegula, głośno krytykują te procedury, wprost nazywając je „całkowicie zepsutymi”. To ostateczny dowód na to, jak chłodna biurokracja potrafi zrujnować zdrowie psychiczne człowieka znacznie szybciej i dotkliwiej niż jakakolwiek sportowa porażka.
A przecież ryzyko, że coś dostanie się przypadkowo do organizmu zawodnika, jest wysokie, nawet jeśli stosuje specjalną dietę i używa wyłącznie sprawdzonych leków, czy suplementów. Trudno nie zjeść od czasu do czasu, czegoś „na mieście”, w podróży, czy u znajomych.
Stres stale towarzyszy tenisistom w codziennym życiu, w którym nawet drobna kontuzja, czy inne zdarzenia losowe, jak zmiana drabinki turniejowej, odwołanie lotu przez linię lotniczą itd., mogą zniweczyć plany startowe. To z kolei przekłada się często wprost na finanse.
Wyjście z cyklu zawodów ITF, czy wcześniejszych zawodów rangi Futures, które są „tenisowym piekłem”, do turniejów wyższej rangi, udaje się nielicznym. Owszem, od czasu do czasu może się trafi jakaś „dzika karta” od organizatora, który zaprosi do turnieju obiecującego zawodnika czy zawodniczkę. Szara rzeczywistość jednak skrzeczy.
Czasem nawet słychać, że coś piszczy i z pewnością nie jest to dobrobyt… Dlatego, zachwycając się piękną grą „naszej Majki”, która z pewnością ma szansę stać się wzorem dla młodych adeptek tenisa, warto mieć świadomość ceny takiego sukcesu.
I pamiętać, że KAŻDA złotówka, dolar, czy euro, zarobione na korcie należą się jej i innym zawodniczkom i zawodnikom, nie mniej, a może nawet bardziej, niż jakiekolwiek honoraria otrzymywane za wykonywaną pracę przez każdego pracownika, czy przedsiębiorcę.
To tyle na dziś. Osobom zainteresowanym nową gwiazdą polskiego tenisa, jaką z pewnością już jest Maja Chwalińska, polecam ten program.
A jeśli uważasz, że moje teksty mają jakąś wartość, możesz mnie wesprzeć w różnych możliwych formach, na przykład stawiając mi kawę.

Będę też zobowiązany za każdą wiadomość, czy podzielenie się informacjami. To cenna wskazówka, że ta praca ma sens, co motywuje mnie do kolejnych godzin gromadzenia materiałów i ich opracowania. Polecam zakup mojej powieści kryminalnej „KLESZCZ” lub / i książki „SPLOT”, których okładki widzisz poniżej i na stronie Rideró, gdzie są dostępne także w formie e-booka. Tam też można przeczytać obszerne fragmenty obu pozycji.
Nadal mam nadzieję, że uda się też zgromadzić środki na zbiór opowiadań covidowych „Ostatni Oddech”.

Jeśli któraś z książek przypadnie Ci do gustu i zdecydujesz się napisać krótką recenzję na stronie, pod zakupioną pozycją, wymyślę jeszcze jakiś dodatkowy gratis. Nieustająco dziękuję osobom, które zdecydowały się wspierać blog cyklicznie. To wiele dla mnie znaczy.
Aby wybrać formę stałego zlecenia, albo wpłaty jednorazowej podaję niżej numer konta oraz link:
44 1140 2017 0000 4502 0148 3714 czy za pośrednictwem Revoluta. Pozostałe opcje znajdują się w stopce.
—
Polecam też moje felietony: Swastyka przykryje wszystko, Jak żyć panie Premierze? Niech po Świętach, Kto jest mordercą? Uchwała zamiast wolności badań, Nawet nie potrafili dosypać! Przestępca w fotelu? Wariant rumuński? Skandaliczne kłamstwo, Cierpliwość Brauna, Czas otrzeźwienia, Cenzura ignorantów, Sejmowa dintojra, Wszyscy będą siedzieć! Braun do Watykanu, Oklaski dla Brauna, Wielbłąd Kaczyńskiego, Przedwyborcza histeria pacynek, Podżeganie do pokoju, Elektryczne szaleństwo, Kaganiec oświaty, Antidotum na wirusy, Tydzień z hukiem, Ruskoonucyzm patriotyczny, Raszyńska masakra i czerwony diabeł, Obłędna miłość, Igrzyska śmierci w cieniu Pekinu, Klątwa Kurskiego i australijski skandal, Pudrowanie trupa i gry szpitalne, Strzały na granicy! Grobbing 2.0 i Halloween, Zjedz szczepionkę, Gladiator i dziewczyny, Turniej US Open Closed, Wymyk do podporu, Szczepionkowa propaganda nie działa! Szczepionkowe wakacje z QR kodem, Szczepionkowa schizofrenia, Największy przekręt i co dalej? Zabijamy ludzi, Złoty strzał dla seniora, To już nie teorie spiskowe! Uratowani przez Covid?
i artykuły: Łatwe 280 milionów? Ruch przedłużania życia, Ludzie na części – Cz1, Święta bez pokoju, Kto się boi Żydów? Afera czy System? Jak się tworzy szarlatana? Izby znachorskie, Czy nam też to zrobią? Chcieli wymordować dzieci? Jak nas kroi banda czworga? Jak długo pozwolimy im szkodzić? Obrzydliwy antysejsmityzm, Gangsterzy i filantropi, Obywatelstwo to nie bilet na koncert, AI cierpi na autyzm, Wojciech Szczęsny nie chciał, Imigranci od zaraz, Skumbrie w temacie, A świstak siedzi i… ,Czy wirusy naprawdę istnieją? Wojny nuklearnej nie będzie, Banderyzacja i jacht dla każdego, Higiena plus i różne dewastacje, Coraz więcej dowodów, Tego nie wolno przeoczyć! Dzieciofobia w natarciu, Chętniej dadzą Owsiakowi, To było słabe! Debatanci w uśmiechniętej stacji, Wyłączą wszystko! Bezkarność morderców, Czas zadumy, Istnieją skuteczne terapie, Co z tym rakiem? A nasi mordercy milczą, Czy Kennedy obroni nasze dzieci? Czy to lek na wszystko? Dokładne wytyczne mordowania ludzi, Dowody ludobójstwa złożone w sądzie, Cenzura pozostanie bezkarna? Mitologia polio trwa, Uważajcie w Sylwestra! Mają nas za idiotów, PAN w służbie WHO, Hodowla mózgów i inne teorie, Tylko bez teorii spiskowych! Krzywdzenie dzieci, Byli w tym skuteczni, Terapia Daremna w natarciu, Ile lat więzienia? Sztuczny Inteligent, Zainfekowany mózg, I tylko dzieci żal, Zbrodnie medyczne trwają od lat! Szczepionki gorsze od choroby, Sanitarna bandyterka powraca, Strzelanie w stopę, Bezwarunkowy dochód podstawowy coraz bliżej! Oszuści, mordercy i EVC, Zapnijcie pasy! Etyka znika, Polimeryzacja ludzkości, Broń biologiczna w Polsce? Gumowe skrzepy we krwi, System zaczął przeciekać, Grypa szaleje? Powyborcza czkawka, Woda z mózgu, Prawdziwy MATRIX, To już jest koniec! Turborak i ratunek po szprycy, DNA zmienione szczepionkami, Nowotworów o 14000 procent więcej, Dzieci umierają coraz szybciej, Nikt nie umknie! Pałowanie z uśmiechem, Postępactwo naciska, Twój awatar przetrwa, Czas przebudzenia, Każdy ma wybór, W cieniu wojny, Chcą naszego dobra, Bandyckie metody, Świecenie oczami, Biorą się za niemowlaki, Rok kłamstw, Więzienie za prawdę o eliksirze, Covidowe srebrniki i WHO, Grillowanie lekarzy, Ponad 38 mln ofiar szczepień, Wielu rannych i będzie gorzej, Bandyci i mordercy się nie zatrzymują, Kontrakt z Pfizerem ujawniony! Pętla się zaciska, Kolejna pandemia lada moment, Czy Twoja komórka okaże się zabójcą? Już nic nie będzie tak samo, Potworna Sztuczna Inteligencja, Będą zabijać, czy tylko straszą? Właśnie to chcą ukryć! Gwałty i tortury, Pedofile z WHO, Tragedia kanadyjskich dzieci, Sztuczne mięso w Polsce?! O ponad 6300 procent więcej zgonów dzieci, WHO poza prawem, Kanibalizm u bram, Bawią się nami znakomicie, Zamordyści odbiorą nam mienie, Sportowcy marionetkami globalistów? Szczepionkowy dogmat i cenzura, Oddali życie za pracę, Smacznego mRNA, Grafen detoksykacja, Sztuczna inteligencja głupia, jak but? Kłamstwo musi runąć! Trzymanie za mordę, System się przewraca, Ryzyko śmierci większe o 276 procent, Piętnastominutowe więzienia, Czipowanie ludzi już wkrótce! Zjedz świerszcza, Szczepionkowe skandale, Odporność zabijana na raty, Grafen zamiast wirusa? Twoja praca zniknie, 500 szczepionek w ciągu 8 lat!, Czy to na pewno wirus? Kredyt społeczny wchodzi tylnymi drzwiami, Jak walczyć z WHO? Zabijanie odporności potwierdzone, A co na to Kościół? Udarów więcej o ponad 100 tysięcy procent! Pfizer obnażony, Krew zaszczepionych niebezpieczna? 14.650 rodzajów powikłań! Zaszczepione dzieci umierają 137 razy częściej, Koniec teorii spiskowych? Umiera o 691 procent więcej dzieci, O 10.660 procent więcej nowotworów, Jak kłamcy bronią morderczych szczepionek, Psychopaci wytworzyli HIV-1, Cała prawda o COVID-19, Co wzięli zamiast szczepionki? WHO w mętnej wodzie, Teoria spiskowa do korekty, Sprawdź szkodliwość swojej szczepionki, Niemal o 300% więcej diagnoz nowotworów, Szczepionki czy trutka na szczury? Co pływa we krwi zaszczepionych, Masowe zgony sportowców, Eliksir śmierci, Ofiary covidowych szczepień przemówiły, Norymberga 2.0 coraz bliżej, Działa tylko trzecia dawka! Magnetyczne szczepionki i depopulacja, Maseczki groźne dla życia, Śmierci, których nie było
































































































































































































































































































































































